felietony Prawo

Hieny atakują

Hieny atakują

Potrącona przez samochód kobieta została przewieziona na Izbę Przyjęć szpitala. Przy jej łóżku pojawia się sympatyczny pan, który obiecuje załatwić wszelkie formalności i podsuwa do podpisu kilka stron dokumentów pisanych „maczkiem”.

Hieny atakują

Jest to stały scenariusz, który bardzo często towarzyszy wszelkim wypadkom samochodowym. Ów sympatyczny pan to jedynie pośrednik, którego jedynym zadaniem jest uzyskanie podpisu pod umową i pełnomocnictwa na mocny, którego tzw. „firma odszkodowawcza” zobowiązuje się, że uzyska od ubezpieczyciela odszkodowanie za wypadek poszkodowanej. Umowa przewiduje zazwyczaj, że „firma odszkodowawcza” otrzyma 20%, 25%, a nawet 30% wartości uzyskanego odszkodowania, przy czym ma całkowicie wolną rękę przy negocjowaniu kwoty odszkodowania, która ma wpłynąć na jej konto. Poszkodowany nie zdaje sobie sprawy, że otrzyma odszkodowanie tylko wtedy, kiedy „firma odszkodowawcza” łaskawie przeleje mu pieniądze. Ofiara wypadku będąca w stanie silnego szoku i pod działaniem leków przeciwbólowych nie czyta skomplikowanej i wielostronicowej umowy tylko w zaufaniu do „sympatycznego pana” podpisuje umowę w przekonaniu, że pozbędzie się wszelkich kłopotów i otrzyma szybko pieniądze. Bardzo często jest to tylko złudzenie i początek kłopotów.

Do mojej kancelarii przyszła pani Maria w opisanej powyżej sytuacji i stwierdziła, że jej „firma odszkodowawcza” zawarła ugodę z towarzystwem ubezpieczeniowym na mocy, której miała otrzymać za szkody i tytułem zadośćuczynienia kwotę 20.000,00 złotych pomniejszoną o 25% dla firmy odszkodowawczej. Owa Pani stwierdziła, że absolutnie nie zgadza się na tak niskie odszkodowanie, gdyż przez kilka miesięcy leżała w szpitalu, doznawała licznych cierpień, a ponadto skutki wypadku są bardzo poważne i będą trwały aż do końca jej dni. Uważała, że odszkodowanie i zadośćuczynienie powinny wynosić co najmniej 80.000,00 złotych. Przyjrzałem się ugodzie i stwierdziłem, że „firma odszkodowawcza” działała na podstawie prawidłowego pełnomocnictwa podpisanego przez pokrzywdzoną uprawniającego do zawarcia ugody z ubezpieczycielem na dowolnych warunkach ustalonych przez firmę. W ugodzie zawarto klauzulę, że wyczerpuje ona wszelkie roszczenia poszkodowanej, która ponadto zrzeka się na przyszłość wszelkich dalszych roszczeń. Treść tej ugody nie dawała więc jakiejkolwiek możliwości, aby żądać od sprawcy wypadku bądź od towarzystwa ubezpieczeniowego jakichkolwiek dalszych kwot. Ewentualna sprawa sądowa była w tej sytuacji z góry przegrana i nie było sensu ponosić dodatkowych kosztów. Odrębną kwestią jest czy pełnomocnik w sposób prawidłowy wykonał swoje umocowanie i czy istotnie działał zgodnie z intencją mocodawcy. Odpowiedź jest oczywista.

Podstawową przypadłością jakie posiadają tzw. „firmy odszkodowawcze” jest zazwyczaj brak profesjonalizmu, gdyż właściciele i pracownicy nie są prawnikami o czym poszkodowani nie wiedzą. Firmy te nastawione są wyłącznie na zysk i nie obowiązują ich zasady etyczne jakie muszą przestrzegać adwokaci bądź radcowie prawni. Etyka zabrania adwokatom korzystania z pośredników dla zdobywania klientów jak również jakiegokolwiek nagabywania, aby stali się ich klientami. Adwokaci nie mogą również prowadzić reklamy swoich usług. Ograniczenia te nie dotyczą „firm odszkodowawczych”, które pozyskują klientów w sposób absolutnie niedopuszczalny, gdyż posługują się całą armią „naganiaczy”. Uczestniczyłem w przesłuchaniu jednego z tych „naganiaczy” w sądzie i mogłem mu zadawać pytania dotyczące jego sytuacji majątkowej. Przyznał, że pozostaje w umowie zlecenia z jedną z „firm odszkodowawczych” z południa Polski i otrzymuje wynagrodzenie w kwocie 70,00 złotych za każdą podpisaną z poszkodowanym umowę o dochodzenie odszkodowania. Powiedział, że na terenie Kołobrzegu działa kilku takich „agentów”, a więc konkurencja jest bardzo silna. Najprawdopodobniej dochodzi do nielegalnego przekazania informacji o ofiarach wypadków drogowych, gdyż wygrywa ten, który znajdzie się pierwszy przy łóżku poszkodowanej osoby.

W przypadku, gdy zakład ubezpieczeń nie wyraża zgody na zawarcie ugody i dochodzi do procesu sądowego, to wówczas poszkodowany dowiaduje się, że będzie go reprezentował radca prawny bądź adwokat, którego nigdy na oczy nie widział, gdyż pełnomocnictwo podpisał „w ciemno”. Rozprawy odbywają się w Kołobrzegu bądź w Koszalinie, a pełnomocnik z południa Polski nigdy nie przyjeżdża, gdyż posługuje się miejscowym aplikantem, a więc osobą, która dopiero uczy się. Aplikant nie ma również kontaktu bezpośredniego z pełnomocnikiem, a więc zdarza się, że na rozprawy przychodzi nieprzygotowany. Zazwyczaj dopiero wówczas osoba poszkodowana orientuje się, jak duży popełniła błąd, powierzając prowadzenie sprawy rzekomo wyspecjalizowanej firmie, która równie dobrze, co uzyskiwaniem odszkodowań, mogłaby się zajmować handlem marchewką. Pół biedy, gdy „firma odszkodowawcza” przyznaje się do braku kompetencji, dobrowolnie wycofuje się z prowadzenia sprawy i może zająć się nią adwokat lub radca prawny. Gorzej jest, gdy prowadzi sprawę do końca z mizernym rezultatem narażając poszkodowanego na dalszy stres i utratę należnych pieniędzy.

Bardzo często się zdarza, że po zasądzeniu odszkodowania zgodnie z zawartą umową pieniędzy nie otrzymuje poszkodowany, ale trafiają one na konto „firmy odszkodowawczej”. W mojej praktyce miałem wiele przypadków, gdzie poszkodowani zgłaszali się do mnie twierdząc, że całe odszkodowanie zagarnęła „firma odszkodowawcza” i nie chce przelać należnej kwoty dla poszkodowanego. Zazwyczaj „firmy odszkodowawcze” działają jako spółki z ograniczoną odpowiedzialnością i jedna z nich stwierdziła z rozbrajającą szczerością, że pieniądze należne pokrzywdzonemu wydała na inne cele. Założyłem więc sprawę w sądzie o zapłatę, sąd wydał wyrok, a pomimo to „firma odszkodowawcza” nadal nie chciała przekazać poszkodowanemu należnych pieniędzy i trzeba było korzystać z pomocy komornika. W jednym przypadku wyrok sądowy nic nie pomógł, bo w międzyczasie „firma odszkodowawcza” ogłosiła upadłość oszukując w ten sposób co najmniej kilkadziesiąt poszkodowanych osób, których pieniądze zagarnęła. Poszkodowany nie dość, że doznał szkody w wyniku wypadku drogowego to po raz drugi został pokrzywdzony przez „firmę odszkodowawczą”.

Podsumowanie tego co powyżej napisałem wydaje się zbędne, gdyż wnioski nasuwają się same. Samorząd adwokacki i radców prawnych domagał się wielokrotnie, aby zakazać działalności tzw. „firmom odszkodowawczym”, gdyż moje doświadczenia pokrywają się z praktyką moich kolegów adwokatów i radców prawnych z całej Polski. Niestety tzw. „ustawodawca” jest głuchy na te sygnały i toleruje istnienie takich firm.

 

źródło e kg

1
Dodaj komentarz

avatar
1 Comment threads
0 Thread replies
0 Followers
 
Most reacted comment
Hottest comment thread
1 Comment authors
awdd Recent comment authors
  Subscribe  
najnowszy najstarszy oceniany
Powiadom o
awdd
Gość
awdd

Na obrazku to nie jest hiena.