Historia z życia wzięta

Dziękuję Halinko za tak wspaniały prezent…

Dziękuję Halinko za tak wspaniały prezent…- opowieść o kobiecie, która odziedziczyła spadek.

Dziękuję Halinko za tak wspaniały prezent…

Przyznam, że wcale nie było mi do śmiechu, gdy się dowiedziałam, że Halinka zostawiła mi w spadku działkę. Biedna starsza pani, pewnie chciała się odwdzięczyć za opiekę w czasie choroby. Niepotrzebnie! W ostatnich tygodniach życia, kiedy wypuścili ją ze szpitala, oświadczając, że medycyna już nic dla niej nie może zrobić, po prostu nie miałam wyboru. Wzięłam ją do siebie i położyłam w dawnym pokoju mojego syna. Już dużo wcześniej gotowałam przecież sąsiadce obiady, robiłam zakupy czy sprzątałam. Nie mogłam więc nagle zostawić jej, kiedy nie była już w stanie nawet samodzielnie usiąść w łóżku. Zwłaszcza że jej rodzina jakoś się do opieki nad staruszką nie kwapiła…

Tamtego kwietniowego dnia, ponad rok temu, pojechałam więc rzucić okiem na swoją nieruchomość. Ponad godzinę tłukłam się autobusem na obrzeża miasta, żeby w końcu zobaczyć kawałek ziemi szczelnie porośnięty krzakami. W środku tego rozgardiaszu stała przechylona, maleńka altanka.

– Co ja mam począć z tym nieszczęsnym spadkiem?- jęknęłam do siebie. Sprzedać? Działkę otrzymałam w użytkowanie wieczyste, więc jej wartość była bardzo niska. Wpadać tu na odpoczynek po pracy? Za daleko. Takie coś jest może dobre dla emeryta, a ja byłam czterdziestoczteroletnią, samotną kobietą. Nieco zgorzkniałą po odejściu męża i wyjeździe syna do pracy w dalekiej Warszawie. Lekko sfrustrowaną pracą w dziale kadr, za którą pensja pozwalała tylko przeżyć do pierwszego i opłacić małe mieszkanko w bloku…

– Tak się cieszę, że panią widzę!- usłyszałam nagle za sobą donośny głos.

– My… się znamy?- wydukałam na widok postawnego, na oko kilka lat starszego ode mnie mężczyzny.

– Nie!- odpowiedział radośnie.- Mam na imię Henryk. A cieszę się, bo nareszcie ktoś zajmie się tą działką.

– Ale ja wcale nie jestem pewna czy…

– W najbliższą sobotę robimy przedsezonowe zebranko- wpadł mi w słowo Henio.- Serdecznie zapraszam!

– Przepraszam, jacy my?

– Mo jak to?- obruszył się mężczyzna.- My, działkowcy… To o dziewiątej. Do zobaczenia- oznajmił i już go nie było.

Nie miałam ochoty zrywać się w sobotę przed ósmą. Ale mam taką przeklętą naturę, że kiedy się z kimś umówię, nie umiem nawalić. A przecież Henryk nie dał mi nawet okazji, żebym mogła odmówić. I… tak to się zaczęło. Poznałam wszystkich. W większości byli to emeryci, ale dużo młodsi ode mnie duchem. Mieli swoją pasję i doskonale czuli się we własnym gronie. Ani się obejrzałam, jak wsiąkłam w ich towarzystwo- no i w działkę- bez reszty!

Zaczęła się wiosna, wszystko wokół budziło się do życia, wystarczyło tylko dać przyrodzie odrobinę wolnej przestrzeni, nieco nawozu i wody, żeby odwzajemniła się serią barw i urzekających zapachów. Najpierw spędzałam na działce weekendy, potem zaczęłam zaglądać tam po pracy. Pieliłam, wycinałam, sadziłam i użyźniałam ziemię. A kiedy wreszcie w maju zrobiło się ciepło i remont mojej altanki dobiegł końca, przeniosłam się na działkę na stałe. Tym bardziej że- jak się szybko okazało- dojazd stąd do pracy zajmował mniej czasu niż z mojego blokowiska. Czułam się bosko! Otoczyłam ogródek żywopłotem z żywotnika, w północnym rogu powstało oczko wodne, po którym pływały liście lilii, po ścianie altanki pięła się róża, a od ziołowej rabaty dochodził mnie zapach pieprzowej mięty. To było cudowne lato! Rankiem budził mnie śpiew ptaków, wieczorami wdychałam zapach kwiatów i zieleni. Byłam opalona, wyszczuplałam, nabrałam energii. Syn, kiedy wpadł na kilka dni urlopu, prawnie mnie nie poznał. Co więcej, między nami nam działkowcami kwitło życie towarzyskie. Spotykaliśmy się codziennie, za każdym razem na innej działce, lecz zawsze w co najmniej kilkunastoosobowym gronie. Niezależnie, czy celebrowaliśmy czyjeś imieniny, jakieś święto, czy po prostu sobie siedzieliśmy przy grillu, duszą towarzystwa pozostawał niezmiennie Henryk. Wiele mnie z nim łączyło. Byliśmy w podobnym wieku, po rozwodach, oboje też wypuściliśmy już nasze dzieci w świat. Nic dziwnego, że dobrze nam się gadało. Zanim nastała pełnia lata, Henryk zaczął mnie adorować… Rano przynosił mi kwiatki albo truskawki własnego chowu, wieczorami wyciągał na spacery krętymi alejkami ogródków działkowych. I jakby bardziej czule na mnie patrzył. Nie powiem, żeby mi to przeszkadzało, przeciwnie- ten silny, zaradny, inteligentny, a do tego opiekuńczy mężczyzna bardzo mi się podobał. Tymczasem minęło lato. Po długim i słonecznym wrześniu i pięknym październiku, nadszedł zimny, dżdżysty listopad. Ze łzami w oczach zegnałam się z nowymi przyjaciółmi, a zwłaszcza z Heniem. Nadal jednak nie byłam pewna ani swoich uczuć, ani tego, czy on je odwzajemnia. Nie wymieniliśmy się więc nawet numerami telefonów. Smutna i zrezygnowana wracałam do swojego pustego mieszkanka w bloku i do swojej samotności.

Ogłaszam sezon działkowy 2017 za rozpoczęty!- trzy miesiące temu, na pierwszym zebraniu, powitał nas pan Benedykt, najstarszy z naszego grona. Z bijącym sercem czując, że aż po szyję oblewa mnie rumieniec, rozejrzałam się po zebranych w poszukiwaniu Henia…

– To ty nic nie wiesz?- zdziwił się pan Benedykt, kiedy po części oficjalnej zapytałam go o mężczyznę, na spotkanie, z którym czekałam przez całą zimę.- Henryk jest w szpitalu. Coś z sercem.

– Miał drugi zawał?!- przeraziła się.

– Na szczęście nie- uspokoił mnie starszy na tyleż pan.- Ale wyniki pogorszyły mu się na tyle, że łapiduchy na jakiś czas położyły go na kardiologii.- Najwyraźniej nicnierobienie i zimowy bezruch mu nie służą…

Ani samotność- dodałam w myślach, notując szybko adres Heniowego szpitala.

– Podobnie jak mnie…

Już dwie godziny później weszłam do sali na oddziale kardiologi…

– To ty?- osłupiał na mój widok Henryk.- Przyszłaś do… do mnie?

– Przybiegłam od razu, jak tylko się dowiedziałam!- odpowiedziałam szczerze. A potem bez zastanowienia przypadłam do niego i przytuliłam mocno. Teraz, w czasie długich majowych dni, podczas pogodnych i rozgwieżdżonych nocy, z rozrzewnieniem oboje wspominamy tamtą naszą chwilę prawdy.

Usterka- jak Henio zwykł nazywać swoje sercowe problemy- na szczęście okazała się drobna i już w kwietniu oboje zamieszkaliśmy na działkach. Nie jesteśmy już jednak zwykłą parą dobrych sąsiadów. Nareszcie zrzuciliśmy maski. Moment strachu o Henryka, jaki przeżyłam, pędząc do szpitala, wzruszenie w jego oczach, kiedy wchodziła do sali- to wszystko sprawiło, że przestaliśmy nareszcie grzęznąć w gładkich konwenansach. Pewnego gorącego dnia Henryk mnie pocałował. Od tej pory, po alejkach naszych ogródków działkowych, spacerowaliśmy czule objęci. Natomiast wczoraj podszedł do mnie i lekko dotknął w ramię… Pieliłam akurat grządkę truskawek, trochę więc mi zajęło wyprostowanie się do pionu, żeby na niego spojrzeć. Ale kiedy już mi się udało, zatkało mnie.

– Heniu, to naprawdę ty?- spytałam na widok ubranego w garnitur, błyszczące półbuty i krawat mężczyzny.

O tej porze dnia Henryk miał zwykle na sobie tylko koszulkę i szorty.

– Czy zostaniesz moją żoną?- wypalił, wyciągając równocześnie zza pleców wielki bukiet jaśminu i klękając prosto w pozostałą po porannym podlewaniu kałużę.- Kocham cię, szanuję i po prostu nie wyobrażam sobie reszty mojego życia bez ciebie. Niezależnie od tego ile mi go zostało. A więc…?

– A więc tak!- odpowiedziałam bez wahania, natomiast już w myślach westchnęłam do Halinki: „Dziękuję, sprawiłaś, że znów jestem szczęśliwa.

2
Dodaj komentarz

avatar
2 Comment threads
0 Thread replies
0 Followers
 
Most reacted comment
Hottest comment thread
2 Comment authors
DorotaMarzenka Recent comment authors
  Subscribe  
najnowszy najstarszy oceniany
Powiadom o
Marzenka
Gość
Marzenka

Bardzo sympatyczna historyjka. Oby więcej takich w naszym życiu. Podobno najlepsze rzeczy dzieją nam się przez przypadek i tak też było w tym przypadku. Czasem to, co wydaje nam się zmorą, nawet przekleństwem, staje się naszym największym szczęściem. Po prostu samo życie…

Dorota
Gość
Dorota

Fajna historia 🙂 W każdym wieku człowiek zasługuje na szczęście. I nawet kiedy się wydaje, że wszystko już za nami, może spotkać nas miłą niespodzianka. Bohaterka tej historii sama mówi o sobie, że była nieco zgorzkniała i sfrustrowana. Ale co? Wystarczyło się nieco otworzyć, a życie jej się odmieniło!