Historia z życia wzięta

Weroniczka mieściła się na dłoni.

Weroniczka mieściła się na dłoni- historia dziecka urodzonego w 23 tygodniu ciąży i walka o jego życie oraz zdrowie.

Weroniczka mieściła się na dłoni.

Z Marcinem znaliśmy się od 16 lat. Byliśmy dobrymi znajomymi. Będąc na studiach, postanowiłam wyprowadzić się od rodziców. Kupiłam mieszkanie na kredyt.

– Mogę wynająć u Ciebie pokój?- zapytał pewnego dnia Marcin.

– Będę dorzucał się do rachunków.

– Jasne!- zgodziłam się od razu.

Cieszyłam się, że nie będę sama w domu. Szczególnie że bardzo lubiłam jego towarzystwo. Nawet nie wiem, kiedy zostaliśmy parą, to wszystko wyszło tak naturalnie.

W 2007 roku wzięliśmy ślub. Cztery lata później zaczęliśmy się zastanawiać nad powiększeniem rodziny. Kiedy dowiedziałam się, że jestem w ciąży, byłam bardzo szczęśliwa.

– Wszystko w porządku. Dziecko rozwija się prawidłowo- mówił lekarz podczas badań kontrolnych. Ciążę znosiłam bardzo dobrze, dbałam o siebie. Jednak w 23 tygodniu ciąży, podczas rutynowej kontroli, zostałam poinformowana, że mam rozwarcie. Trafiłam do szpitala. Nagle zaczęła się akcja porodowa, bo odkleiło się łożysko. Nie mogłam urodzić siłami natury. Wówczas Weroniczka na pewno, by nie przeżyła.

– Zróbcie cesarskie cięcie!- błagałam.- Ratujcie moje dziecko!

– Jest krew w wodach płodowych! Operacja zagraża Pani życiu. Może Pani się wykrwawić- mówili lekarze. Ale dla mnie moje życie nie miało znaczenia, liczyła się tylko córka. Weronika urodziła się 12 września 2010 roku. Nawet jej nie zobaczyłam. Nim wybudziłam się z narkozy po operacji, córka już walczyła o życie na OIOM- ie. Była cała sina, ważyła zaledwie 550 gramów. Dostałą jeden punkt w skali Apgar… Zobaczylam po trzech dniach. Była maleńka, mogłaby się zmieścić na dłoni. Skórę miała cienką jak papier. Przez miesiąc uczyłam się ją kochać… Weronika przez 10 miesięcy leżała w różnych szpitalach: w Toruniu, Krakowie, Bydgoszczy, Łodzi oraz w Gdańsku. Leczyło ją wielu specjalistów. Byłam ciągle przy córce. Mówiłam do niej, przytulałam. Mąż cały czas pracował i dojeżdżał do nas, kiedy mógł. Modliliśmy się, żeby przeżyła. Jednak obojętnie gdzie byliśmy, słyszeliśmy negatywne informacje.

– W każdej chwili dziecko może umrzeć- lekarze nie dawali nam nadziei. Świadomość, że Weroniki może nie być przy nas, była okropna. Dużo zawdzięczałam teściom i ich rodzinie. Skontaktowali nas z lekarzem, który wyjaśnił, co może się z takim małym dzieckiem dziać. Nie udzielał rad, przygotował nas na to, co mogło się wydarzyć.

– Może dojść do wylewu krwi w mózgu. Weronika może umrzeć na skutek pęknięcia jelit, ponieważ u tak małego dziecka jelita są cienkie, jak nić do szycia. Nawet jeśli dwie doby będą dobre, może nastąpić kryzys- uprzedzał.

Takich informacji potrzebowałam. Chciałam dokładnie wiedzieć, na czym stoimy. Weroniczka miała duże problemy ze wzrokiem i słuchem. Jednak najgorsza była niewydolność oddechowa. Oddech Weroniki jest cały czas wspomagany poprzez wąsy tlenowe. Czasami nazywam ją dziewczyną z wąsami.

– Moja córka będzie rozwijała się prawidłowo- zawzięłam się. Lecz początki były bardzo trudne.

– Czy chodzi o rehabilitację tej małej Weronisi?- pytali rehabilitanci. Bali się podjąć pracę z tak małym maleństwem. Ale nie poddałam się i udało się znaleźć fizjoterapeutę. Przeznaczyliśmy jeden pokój na salę, gdzie Weronika ma ćwiczenia. Dzięki codziennej ciężkiej pracy widać efekty. Córcia już czworakuje wymawia samogłoski, lepiej słyszy i przełyka. Muszę karmić ją sondą. Na szczęście nie jesteśmy z tym sami. Mogę liczyć nie tylko na pomoc najbliższych. Na swojej drodze spotykam bardzo dobrych ludzi. Kiedy dowiedziałam się, że ktoś anonimowo zgłosił do fundacji jednego z banku przypadek Weroniki, byłam zaskoczona. Fundacja zgodziła się zapłacić 20 tysięcy złotych za przenośne urządzenie wspomagające oddychanie, które Weronice bardzo by się przydało. Warunek był jeden. W listopadzie 2014 roku odbywał się 32 Maraton Toruński. Musiało w nim przebiec minimum 40 maratończyków dla moje córki.

– Czy mogę pobiec dla Weroniki?- pytali uczestnicy z całej Polski. Nie mogłam w to uwierzyć! Byłam szczęśliwa, że się udało. Teraz czekamy na sprzęt.

– Czy pogodzę opiekę nad córką z pracą?- nieraz o tym myślałam. Wcześniej przez 8 lat byłam aktywna zawodowo. Pracowałam w sądzie, później w banku. Teraz czwarty rok spędzam w domu. Na wynajęcie pielęgniarki mnie nie stać. Nim wrócę do pracy, jeszcze zostanę z córką w domu. Przypadek Weroniki, jako najmłodszego wcześniaka, omawiany jest na konferencjach. W pewnym momencie telefonów z pytaniami o córcię było tak dużo, że postanowiłam założyć stronę internetową. Pod adresem www.wczesniakweronika.pl można znaleźć najważniejsze informacje. Nie tylko dla lekarzy, ale i dla rodziców innych wcześniaków.

– Chciałam, aby strona mogła służyć innym. Może dzięki niej komuś będzie łatwiej zadbać o swoje dziecko?- myślałam z nadzieją. Rodzice nie mogą tracić wiary. Muszą wiedzieć, że dzieci urodzone zbyt wcześnie, nawet w 23 tygodniu ciąży, mają szansę na przeżycie. A dzięki zaangażowaniu rodziców, maluchy mogą osiągnąć duże postępy w rozwoju. Dlatego nie ustaniemy w tej walce. Choć bywa ciężko, efekty, które widać, są wynagrodzeniem ca cały trud. I wiem, że będzie tylko lepiej!

2
Dodaj komentarz

avatar
2 Comment threads
0 Thread replies
0 Followers
 
Most reacted comment
Hottest comment thread
2 Comment authors
DorotaJolanta Recent comment authors
  Subscribe  
najnowszy najstarszy oceniany
Powiadom o
Jolanta
Gość
Jolanta

Bardzo poruszająca historia, aż się popłakałam, gdy ją czytałam. Rodzicom małej Weroniki gratuluję wytrwałości i tego, że nie zwątpili w swoją córeczkę. Wasza postawa jest godna naśladowania. Brawo, oby tak dalej!

Dorota
Gość
Dorota

Mam nadzieję, że będzie tylko lepiej. Musi tak być! Z taką wiarą i zawziętością rodziców nie może być inaczej. Fajnie, że inni garną się do pomocy. Ludzie jednak są w zdecydowanej większości dobrzy 🙂 Wystarczy zwrócić się z pomocą, nie bać się tego, a znajdą się tacy, którzy bardzo się zaangażują.