Informacje Sport ze świata

Sport czy cyrk?

Konkurs skoków narciarskich na skoczni normalnej w Pjongczang został zdominowany przez wiatr i wzbudził wiele kontrowersji. Czy decyzje jury były słuszne?

Nadszedł ten dzień, na który przez cztery lata czekało wielu skoczków, trenerów oraz kibiców, a mianowicie olimpijski konkurs skoków narciarskich na skoczni normalnej w Pjongczang. Odbył się on 10 lutego o 13.35 czasu polskiego. W Korei był już wówczas późny wieczór. Niestety, nie wszystko ułożyło się tak, jak powinno i nie chodzi tu już nawet o wyniki, ale o podejście organizatorów konkursu i niezrozumiałe decyzje lub właściwie ich brak. Co takiego wydarzyło się na skoczni?

Już dwa dni przed konkursem mówiono, że będzie wiać. W takiej sytuacji organizatorzy powinni mieć ustalony jakiś plan B. Igrzyska to nie jest jeden weekend, tylko około dwa tygodnie, więc jest czas na ewentualne zmiany. Sobota rozpoczęła się jednak bardziej optymistycznie niż się wydawało. Seria próbna została przeprowadzona całkiem sprawnie, bez większych problemów. Wiatr był wyczuwalny, ale nie przeszkadzał jakoś szczególnie. Wygrał ją Norweg, Robert Johansson, a tuż za nim kolejno byli: Hula, Stoch, Kubacki. Najdłuższy skok należał do Stefana Huli, który poleciał aż na 109 m. Rozbudziło to nadzieje zarówno polskich skoczków, jak i kibiców na sukces w zawodach.

Niestety, konkurs nie przypominał już serii próbnej. Od samego początku wiatr dawał się we znaki. Zawodnicy bardzo często musieli opuszczać belkę startową, a niekiedy był problem, żeby choć dwóch skoczków pod rząd mogło oddać swoje próby. Sytuacja z minuty na minutę była coraz gorsza. Ofiarą wiatru stał się między innymi Dawid Kubacki, osiągając rezultat, który nie dawał mu prawa udziału w drugiej serii. Pod koniec pierwszej wydawało się jednak, że sytuacja zaczyna się trochę stabilizować i po około 1,5 godziny pierwsza tura zmagań dobiegła końca. Ku radości polskich kibiców na pierwszym miejscu uplasował się Stefan Hula, a na drugim miejscu znalazł się Kamil Stoch oraz Johann Andre Forfang. Obaj uzyskali taką samą notę końcową. Wszyscy zastanawiali się, czy druga seria w ogóle się odbędzie. Organizatorzy podjęli jednak decyzję o jej rozegraniu, a niemal od samego jej początku wiatr znów dawał się we znaki. Tym razem przerwy pomiędzy jednym a drugim skokiem były jeszcze dłuższe. Zawodnicy wręcz zamarzali, czekając na swój start, a podawane im koce przez Waltera Hofera niewiele pomagały. W najcięższej sytuacji znalazł się Simon Ammann, który na belce siadał jakieś pięć razy. Wszyscy widzieli, jak trząsł się z zimna, ale jury kompletnie to ignorowało. Ostatecznie zawody wygrał Andreas Wellinger, atakujący podium z piątej pozycji. Na drugim i trzecim miejscu znaleźli się dwaj Norwegowie, Forfang oraz Johansson. Kamil Stoch zajął czwarte miejsce, a Stefan Hula piąte.

Konkurs wywował w środowisku sportowym (i nie tylko) wielką burzę. Kilka kwestii jest bardzo zastanawiających. Pierwsze pytanie brzmi, dlaczego Stoch przegrał z Johanssonem skoro lądował w znacznie lepszym stylu niż Norweg. Od podium dzieliło go zaledwie 0,4 pkt. Wiele osób uważa, iż noty Stocha w porównaniu z notami Johanssona były zbyt niskie, a przynajmniej tego drugiego zbyt wysokie. Oczywiście takie rzeczy w skokach narciarskich się zdarzają i można jeszcze to zaakceptować, bo przecież, gdyby Stoch skoczył pół metra dalej to tej sprawy by nie było. O wiele większym zdziwieniem jest jednak piąte miejsce Stefana Huli. Według wskaźników wiatru, zielonej linii itd. skok polskiego zawodnika miał wystarczać na medal. Nie na złoty, ale co najmniej na brąz. Właściwie wszyscy byli przekonani o tym, że właśnie mamy olimpijskiego medalistę. Aż tu nagle okazało się, że Huli odjęto więcej punktów i znalazł się on dopiero na piątym miejscu. Wiatr rzekomo był mocniejszy niż na początku mówiono. Czy jednak przeliczniki się nie pomyliły? Chyba nie da się tego sprawdzić. Wiele osób twierdzi, że zdecydowanie nie było czuć silnego wiatru podczas jego skoku. Możliwe, że pod koniec w jednym miejscu wiatr był mocny i zawyżył średnią, ale nawet jeśli tak było, to świadczy to tylko o niesprawiedliwości obecnego systemu rekompensaty za wiatr.

Pomijając kwestie wyników, najwięcej kontrowersji budzi fakt, iż konkurs przeprowadzano w takich warunkach. W momencie, gdy któryś zawodnik kilka razy jest ściągany z belki startowej powinna odbyć się przerwa i tzw. jury meeting. Koce nie są w stanie zatrzymać ciepła, a kombinezony nie chronią zawodników przed zimnem. Jak wiadomo, przy niskich temperaturach mięśnie sztywnieją, a na dodatek kombinezon wręcz przymarza do ciała. Pozwalanie na coś takiego jest brakiem szacunku wobec zawodników, którzy tak długo przygotowywali się na igrzyska. Jest to także brak szacunku wobec całych sztabów szkoleniowych oraz wobec kibiców. Dlaczego po tak długiej pierwszej serii zdecydowano się rozgrywać drugą? Dlaczego zawodów w ogóle nie można było przełożyć na drugi dzień? Inne rozgrywki zostały przełożone, między innymi zawody w kombinacji norweskiej, które miały odbyć się w niedzielę. Przełożono także zjazdy alpejskie i snowboard i to z powodu wiatru! Kiedy kończyła się druga seria, w Korei dawno wybiła już północ. Kibiców prawie nie było, bo kto chciałby tak długo marznąć i czekać po tyle minut na każdy kolejny skok?

Nam Polakom oprócz Simona Ammanna najbardziej szkoda chyba Stefana Huli. Możliwe, że była to jego jedyna szansa na medal. Zawodnik tak długo czekał na taką chwilę, a niestety na następnych igrzyskach będzie miał 35 lat i nie wiadomo, czy w ogóle na nie pojedzie. Hula to bardzo spokojny, pełen pokory zawodnik, który znosił wiele kpin ze strony kibiców i teraz wreszcie miał okazję osiągnąć taki sukces… Stocha oczywiście też szkoda, ale on przynajmniej ma już w swoim dorobku dwa złota olimpijskie i jak sam mówi, nie musi niczego udowadniać.

Miejmy nadzieję, że ten konkurs będzie swego rodzaju lekcją dla organizatorów i wyciągną oni z niego jakieś wnioski. Nie niszczmy tego fascynującego i pięknego sportu w taki sposób. Oby już nigdy taka sytuacja się nie powtarzyła, a nam pozostaje liczyć na to, że Polacy pokażą na co ich stać w konkursie indywidualnym oraz drużynowym na skoczni dużej.

One Response

  1. Z tym wiatrem to nigdy się nie ugadnie. Moim zdaniem jest to bardzo niebezpieczne dla skoczków…

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *