Connect with us

Published

on

Druga część Mass Effect była wyczekiwana z niecierpliwością. Każdy z fanów nie mógł doczekać się kolejnego epizodu z pełnego przygód życia komandora Sheparda oraz jego załogi. Czy BioWare sprostało niebagatelnemu wyzwaniu?

Sequele  potrafią równie często zadowolić graczy jak i ich zniesmaczyć. Tyczy się to również filmów i książek. Gdzie leży pies pogrzebany? Odpowiedź wydaje się prosta. Zachować to co zachwyciło graczy i dodać to trochę nowości no i uczynić lifting graficzny. Choć ten ostatni warunek nie jest, aż tak konieczny (patrz Fallout 1 i 2 chociaż to była końcówka lat 90) albo można zmienić za dużo (jak choćby w Dragon Age 2) lub w najgorszym wypadku zmienić za mało (Star Wars: Knights of Old Republic II). Dopasowanie starego z nowym to nie lada sztuka i nie jeden poległ na tym polu. Czy Kanadyjczykom ze studia BioWare się to udało w przypadku Mass Effect 2?

Kontynuacja przygód komandora Sheparda nastąpiła w 2010 roku – 3 lata po premierze pierwszej części trylogii. Można śmiało powiedzieć, że to dość czasu by dopieścić swoje dzieło. Nasza podróż zaczyna się dwa lata po wydarzeniach z pierwszej części czyli 2185. Po uratowaniu Cytadeli nasza załoga przeszukuje galaktykę w poszukiwaniu zagrożeń ze strony Żniwiarzy, których celem jest zagłada wszelkich rozumnych ras. Początek rozgrywki daje nam istne hitchcockowskie trzęsienie ziemi, gdyż po ataku niezidentyfikowanego statku nasz protagonista…ginie. Po istnym zmartwychwstaniu dowiadujemy się, że całe ludzkie kolonie znikają i nieznane są tego powody. Musimy zbadać co  się dzieje i powstrzymać dalsze uprowadzenia kolonistów. Smaczku dodaje fakt, że staniemy po stronie „tych złych”, gdyż to nie Przymierze będzie naszym „pracodawcą” lecz bezwzględna organizacja terrorystyczna Cerberus i jej tajemniczy przywódca Człowiek Illuzja. Rozpoczynając nową grę warto zaimportować zapis z części pierwszej. Nie tylko pozwoli nam to na utrzymaniu ciągłości fabularnej i podjętych przez nas decyzji, ale też zostanie nagrodzone wyższym poziomem na starcie, dodatkowymi surowcami i i bardziej rozbudowanym drzewkiem bohatera/renegata w zależności od tego jak kształtowaliśmy charakter komandora. Nic nie szkodzi też na przeszkodzie, by zmienić wygląd czy klasę co jest uzasadnione fabularnie.

Część druga Mass Effect wprowadza kilka zmian odnośnie postaci. Drzewo rozwoju nie jest już tak rozbudowane jak w poprzedniej części. Mamy około 5-6 umiejętności w zależności od klasy, które rozwijamy w podobny sposób, czyli wydając na nie punkty doświadczenia zdobywane za wykonywanie misji. Im silniejsza umiejętność tym więcej punktów trzeba wydać, lecz punktów nie zdobywamy tak masowo jak wcześniej. Maksymalnie jest ich 30 i wydajemy je proporcjonalnie do siły umiejętności. Najwyższy poziom, czyli czwarty, wymaga wydania czterech punktów doświadczenia. Nie ma też specjalnych bonusów wynikających z rozwoju, lecz zamieniono to w odblokowanie umiejętności specjalnej na ostatnim poziomie. Mamy wtedy wybór pomiędzy dwoma opcjami np. żołnierz posiadający amunicję podpalającą może wybrać czy zmaksymalizować jej obrażenia, czy sprawić, że taka amunicja będzie dostępna dla wszystkich członków oddziału. W umiejętnościach biotycznych możemy wybrać pomiędzy ich siłą, a czasem odnowienia itp. Warto też chwilę przystanąć przy członkach oddziału. Podobnie jak we wcześniejszej części nasz oddział składa się z 3 osób. Z początku będą to Miranda i Jacob, lecz jednym z głównych zadań będzie zebranie elitarnej załogi co przyczyni się do powiększenia liczby towarzyszy do…dwunastu! Wliczam tutaj również dwie postacie z dodatków czyli Zaeed’a i Kasumi.

To bardzo solidna liczba, tym bardziej, że każdy z towarzyszy ma dość rozbudowaną historię, które w pewnym punkcie kulminacyjnym zakończą się misją lojalnościową. Będą to misje stricte związane z przeszłością towarzysza lub innymi wydarzeniami, o których się dowiemy podczas poznawania załogi. Wykonanie ich jest kluczowe przed rozpoczęciem ostatniej misji przelatując przez przekaźnik Omega-4. Jeśli tego nie zrobimy…cóż zasadniczo nie musimy tego robić, ale najprawdopodobniej zakończy się najgorszym z możliwych zakończeń. Jeszcze kontynuując wątek towarzyszy warto zanotować wysoką sztuczną inteligencję kompanów broni. Szukają osłon, używają zdolności, przemieszczają się starając się uniknąć oflankowania. To duża zaleta, gdyż rzadko kiedy padają nieprzytomni na polu walki. Nie są w żadnym wypadku kłopotem, lecz realną pomocą.  A jeśli o walce mowa to trzeba zaznaczyć, że ta kwestia została w tej część mocno dopieszczona. Walka jest po prostu ekscytująca. Bronie mają odpowiednią moc, strzelanie jest bardzo przyjemne, ukrywanie się za zasłonami konieczne, gdyż chcąc zachować dynamizm walk zdrowie i tarcze regenerują się po chwili chowania się od ostrzału wroga. Zgon z powodu nie schowania się za zasłonę to kwestia szybkiej chwili. Walka w Mass Effect 1 nie była jakoś szczególnie zła, ale też nie zachwycała. Strzelanie czasami wręcz mnie irytowało.

Tutaj ten problem został rozwiązany, gdyż nacisk na ten aspekt gry jest bardzo ważny. Nie wszystkim się to spodoba, bo gra stała się mniej RPG-owa, a bardziej postawiono na akcję, ale mnie to bardzo się spodobało. Kwestia oprawy graficznej jest również „ na plus”. Widać, że jest ładniejsza od części pierwszej. Modele i twarze bohaterów są bardziej dopracowane. Muzyka podobnie jak i klimat w grze, stała się bardziej poważna i mroczna. Gra jest też w pełni zdubbingowana co jednym pasuje, a innym nie. Mnie osobiście dubbing nie przeszkadzał, a jedyne zastrzeżenia mam do męskiej wersji komandora. Pan Łukasz Nowicki obyty jest z tego rodzajem dubbingów (zwłaszcza w bajkach), tutaj niestety dubbing nieco rani uszy. Przemawiający Shepard mówi szybko i bez większych emocji, a gdy próbuje je okazać, brzmi trochę jak IVONA. Znacznie lepiej ma się sprawą z panią  Agnieszką Kunikowską znaną choćby jako Triss z serii Wiedźmin. Kobiecą wersją protagonisty grało mi się o wiele przyjemniej. Wystąpiła w pierwszej części, ale jedynie epizodycznie jako radna Asari. Szkoda, że nie można było jej usłyszeć już w pierwszej części. Zmian natomiast nie doczekamy się odnośnie sytemu dialogowego. Ten kołowy system pozostanie z nami przez całą trylogię i jedynie „Andromeda” spróbuje coś zmienić.

Zmiany zaszły też w kwestii eksploracji kosmosu. Skończyły się podróże w wozie Maku. Zamiast tego dano nam do dyspozycji sondy, które wystrzeliwujemy na badaną planetę. Jaki jest tego cel? Zbieranie surowców.  Są ich cztery rodzaje: pierwiastek zero, iryd, pallad i platyna. Te z kolei są potrzebne do tworzenia nowych ulepszeń do broni ( np. zwiększenie obrażeń, większy magazynek), pancerza ( np. poprawa zdrowia, powiększenie wytrzymałości tarcz), sił biotycznych/technologicznych oraz ulepszeń statku. Każdy z towarzyszy będzie miał plan odnośnie ulepszenia Normandii lub ekwipunku. Szczególnie te dla statku są kluczowe w ostatniej misji i warto w nie zainwestować. Zasobność każdej z planet jest opisana od ubogiej po bardzo bogatą. Przyznam szczerze, że miałem początkowo manię ogałacania planet do potencjalnego zera. Jednakże po kilkunastu takich „grabieżach” sprawa zrobiła się monotonna i powtarzalna. Co najciekawsze surowców nazbierałem już tyle, że prawie do końca gry nie musiałem się o tę kwestię martwić.  Nie mniej, dla mnie to rozwiązanie i tak było ciekawsze, niż monotonna jazda i przeczesywanie mapy w Maku. W dodatku również nasza SI informuje nas, gdy na planecie znajdzie się „anomalia”. Wtedy na planecie, oprócz wykoszenia surowców, możemy wykonać jakaś krótszą lub dłuższą misję.

Podsumowując: Mass Effect to kawał porządnej roboty. Usprawniono tutaj niemal wszystko i mimo, że niektóre rzeczy spłycono (jak rozwijanie postaci, brak Mako) nie wpływa to negatywnie na grę według mojej opinii, a wręcz przeciwnie, uważam te kroki za postawione w prawidłowym kierunku, czego szczytem ewolucji będzie Mass Effect 3. Grzechem jest nie zapoznać się z tym tytułem i, według niektórych, najlepszą częścią trylogii.

0 0 votes
Article Rating
Continue Reading
Click to comment
Subscribe
Powiadom o
guest
0 komentarzy
Inline Feedbacks
View all comments

artykuły

Ekshumacja szczątek dziecir

Temporibus autem quibusdam et aut officiis debitis aut rerum necessitatibus saepe eveniet ut et voluptates.

Published

on

Ekshumacja szczątek dzieci
Ekshumacja szczątek dzieci

Irlandzki rząd wydał zgodę na ekshumację około 800 niemowląt i małych dzieci spoczywających w szambie na terenie byłego katolickiego ośrodka w Tuam. Papież milczy w sprawie partycypacji Watykanu w kosztach przedsięwzięcia.

(więcej…)

0 0 votes
Article Rating
Continue Reading

Business

Szczątki w ambasadzie Watykanu

Quis autem vel eum iure reprehenderit qui in ea voluptate velit esse quam nihil molestiae consequatur, vel illum qui.

Published

on

Szczątki w ambasadzie Watykanu
Szczątki w ambasadzie Watykanu

W piwnicach Villa Giorgina, gdzie mieści się nuncjatura apostolska w Rzymie, znaleziono ludzkie szczątki. Czy są to kości jednej, czy dwóch nastolatek zaginionych 35 lat temu, mają stwierdzić testy DNA.

(więcej…)

0 0 votes
Article Rating
Continue Reading

Business

Ksiądz woli chłopaków

Nemo enim ipsam voluptatem quia voluptas sit aspernatur aut odit aut fugit, sed quia consequuntur magni dolores.

Published

on

Ksiądz woli chłopaków
Ksiądz woli chłopaków

Łomżyńska prokuratura zajęła się sprawą kolejnego molestującego duchownego z Grąd Woniecko . Były ministrant przerwał milczenie.

(więcej…)

0 0 votes
Article Rating
Continue Reading

Popularne

Copyright © 2021 ale24.pl