Connect with us

Published

on

W 25 serii spotkań Lotto Ekstraklasy najciekawiej zapowiadał się pojedynek wicelidera z liderem. Legia Warszawa podejmowała na własnych śmieciach Jagiellonię Białystok. Zespoły miały po 45 punktów przed meczem, a liderowanie Białostoczanom zapewniło skromne zwycięstwo nad Legią z jesieni (1:0). Dodatkowo Lech podejmował nieobliczalny Śląsk Wrocław, a Górnik Zabrze broniącą się przed spadkiem Pogoń Szczecin. Poznaniacy i zabrzanie liczyli na remis w Warszawie. Przy swoich zwycięstwa dawało by to im odrobienie 2 z 5 punktów do liderującej dwójki. Spotkania tak jak i poprzednia kolejka były rozgrywane w ponad 10 stopniowych mrozach.

W pieszym meczu w Płocku miejscowa Wisła podjęła Cracovię Kraków. Pasy miały na koncie wygraną z Pogonią i remis z Legią. Tak więc humory zawodnikom Michała Probierza dopisywały. Oba zespoły walczą o grę w grupie mistrzowskiej w finałowej części rozgrywek. Pogoda nie zachęcała do gry, a tym bardziej do siedzenia na trybunach. Na stadionie imienia Kazimierza Górskiego zasiadł niecały tysiąc najwierniejszych sympatyków piłki nożnej. Mecz nie stał na wysokim poziomie. Mało było okazji podbramkowych, górowała taktyka i zachowawczość. Przed przerwą Nafciarze stworzyli dwie groźne sytuacje pod bramką gości spod Wawelu. Obie podobne do siebie. Dośrodkowanie z prawej strony w pole karne i strzał. Strzelcy Giorgi Merebaszwili i Damian Szymański nie znaleźli drogi do bramki. Płocczanie w pierwszych 45 minutach uderzali siedmiokrotnie, lecz ani razu celnie. Tuż przed przerwą Arkadiusz Reca i Matić Fink zderzyli się głowami. Obrońca Wisły musiał zostać odwieziony do szpitala, a Finkowi nie stało się nic. Druga odsłona zaczęła się od brzydkich fauli. Arbiter spotkania poczęstował żółtymi kartkami Maticia Finka, Mirosława Covillę i Alana Urygę. Po 60 minutach Denis Rakels podał da Sergieja Zenjova, ale ten ostatni strzelił nad bramką. Była to jedna z pierwszych składnych akcji krakowian. „Pasy” na prowadzenie wyszły piętnaście minut przed końcem meczu. Z lewej strony dośrodkował Rakels, a niepilnowany Krzysztof Piątek mierzonym, precyzyjnym strzałem głową skierował piłkę do bramki. Do końca meczu wynik się nie zmienił, a Cracovia zaliczyła drugie zwycięstwo w mroźnej rundzie wiosennej. Do wyrównania mógł doprowadzić Kamil Biliński, ale rezerwowy nafciarzy przestrzelił.

W Gdańsku Lechia podjęła Bruk-Bet Termalicę Nieciecza. Oba zespoły starały się stworzyć ofensywne oraz ciekawe widowisko i to przyniosło efekt, aż czterech strzelonych bramek. Pierwsi zaatakowali goście. Rafał Grzelak postraszył Dusana Kociaka, ale ostatecznie golkiper Lechii poradził sobie z tym strzałem. Parę minut później Sławczew strzelał mocno i niecelnie na bramkę Jana Muchy. Przewagę zdobyli gospodarze, ale to Termalica zdobyła bramkę. Sztefanik zagrał do Romana Gergela. Ten ograł obrońców i strzelił. Piłka odbiła się od słupka i wtoczyła do bramki. To zdarzenie poirytowało kibiców z Gdańska, którzy obrzucili obelgami i wyzwiskami swoich piłkarzy. Lechia w tym sezonie spisuje się kiepściutko, a rok temu zajęła w rozgrywkach 4 miejsce. Gdy wszyscy wybierali się myślami na krótki odpoczynek w szatni i ciepłe napoje padło wyrównanie. Toivio sfaulował Sławczewa i sędzia podyktował jedenastkę. Tę na bramkę zamienił strzałem w środek niezawodny Marco Paixao. Po przerwie zaatakowali gospodarze i w 57 minucie na prowadzenie wyprowadził ich młodziutki, 18-letni Adam Chrzanowski. Przy tym golu zawinił Jan Mucha, gdyż odbił piłkę pod nogi juniora z Gdańska po wrzutce Sławomira Peszki z rzutu wolnego. Piłkarze z małopolski poderwali się po tym golu, atakowali z animuszem. Swojej okazji nie wykorzystał Dawid Guba. Co się odwlecze to nie uciecze. W doliczonym czasie gry, w zamieszaniu podbramkowym Artjom Putivcev zagrał do Joona Toivio i ten wyrównał. Niecieczanie poszli za ciosem i mogli wygrać to spotkanie, ale Kuciak obronił mocny strzał Sztefanika. Ostatecznie w starciu drużyn z dołu tabeli remis 2:2.

W kolejnym meczu do Niecieczy na Mecz z Sandecją Nowy Sącz zawitało Zagłębie Lubin. Nowosądeczanie są czerwoną latarnią Ligii, a miedziowi nie wygrali jeszcze w tym roku. Trener Zagłębia Mariusz Lewandowski pomajstrował trochę w składzie, co w końcu przyniosło efekt. Na boisku znaleźli się miedzy innymi: Jakub Tosik, Aleksandar Todorovski oraz Kamil Mazek. Dwaj pierwsi zagrali solidne zawody, a Mazek pomimo tego, że cały mecz nie błyszczał to jak stanął przed okazją to ją wykorzystał. Miedziowi zaliczyli skromne zwycięstwo, ale bardzo cenne w walce o górną część tabeli. W bramce Zagłębia dobre zawody rozegrał Dominik Hładun, który chyba wyleczył z gry bardziej doświadczonego Piotra Leciejewskiego. Na potężnym mrozie mógł się zamienić w sopel, ale przy tych nielicznych okazjach, jakie mieli gospodarze, spisał się naprawdę wybornie. Sandecja już od 16 meczów nie wygrała i pogrąża się coraz bardziej w marazmie. Zaczyna się spełniać czarny sen beniaminka. Jeszcze Płamen Kraczunov wyleciał po drugiej żółtej kartce. Sandecja po prostu nie pasuje do Ekstraklasowego towarzystwa. Tym bardziej, że nie może grać na swoim boisku w Nowym Sączu tylko gościnie w oddalonej o 80 km Niecieczy.

Na ten mecz czekano w Warszawie. Piłkarze Legii odgrażali się po remisie w Krakowie, że po wtorkowym meczu wrócą na pozycję lidera pokonując Jagiellonię. Jednak po tym jak zaprezentowali się w tym meczu nadają się co najwyżej do gry o utrzymanie. Zawodnicy tacy jak Domagoj Antolić i Marko Vesović udowodnili, że nadają się do pracy w rzeźni, bo ich ataki na rywali mogły skończyć się tragicznie dla szybszych i grających technicznie zawodników z Podlasia. Co prawda zaczęło się od centrostrzału wspominanego wcześniej Vesovicia, ale ani Niezgoda, ani Eduardo do piłki nie doszli. Dalsze losy meczu to męczarnie legionistów, ataki Jagiellonii i genialny występ Arkadiusz Malarza. To dzięki swojemu bramkarzowi wojskowi nie zostali rozjechani przez Białostoczan. To, że w Legii dzieje się źle, było widać już po 10 minutach, gdy najpierw Vesović chciał amputować nogę Guilherme i tylko przytomność zawodnika Jagiellonii (cofnął nogę) oraz to, że chyba sędziujący Pan Stefański nie chciał na początku dawać czerwonej kartki spowodowało że Legia miała jeszcze komplet na boisku. Moim zdaniem popełnił błąd, bo zawodnik Legii w tej sytuacji zaatakował

wślizgiem z wysoko podniesioną nogą. W 15 minucie popisał się Domagoj Antolić. Zawodnik, który miał odpowiadać za rozgrywanie, być mózgiem drużyny, popisał się brutalnym faulem atakując wyprostowaną nogą nogę Przemysława Frankowskiego. I nie wiem jaki cud spowodował, że nie doszło do złamania. Pan Stefański dał Antoloviciovi czerwoną kartkę, ale dopiero po weryfikacji VAR. Kilka chwil później Frankowski trafił do siatki, ale powtórka VAR wykazała pozycję spaloną Pospisila. Czech wraz z Frankowskim, Bezjakiem i Novikovasem niemiłosiernie nękali Arkadiusz Malarza. Ten bohatersko się spisywał, aż do 42 minuty, gdy wpadł w Romana Bezjaka i sędzia podyktował karnego. Pewnym strzałem z 11 metrów popisał się Novikovas i Jagiellonia objęła bardzo zasłużenie prowadzenie. Mecz wyglądał jakby to nie Jagiellonia, a co najmniej Real Madryt przyjechał do Warszawy. Choć i z tym wojskowi sobie rok temu poradzili. Wygląda na to, że Panowie Miodulski i Jozak nie mają pojęcia gdzie są i co robią. W drugiej połowie zespół z Podlasia kontrolował grę dalej nie pozwalając na wiele Legii. Trener Białostoczan Ireneusz Mamrot był zły na nieskuteczność swoich graczy. Jako przykład indolencji strzeleckiej Jagiellonii można podać strzał Novikovasa w sytuacji sam na sam w słupek bramki Malarza. Jednakże w

88 minucie Piotr Wlazło wrzucił na głowę Karola Świderskiego, a ten w końcu strzelił na 2-0 pokonując już bezradnego i przepracowanego golkipera wojskowych. Legia kończyła mecz zaś w dziewiątkę, bo w końcu doigrał się Marko Vesović dostając drugą żółtą kartkę. W strzałach celnych wygrała Jagiellonia. Uwaga – aż 11-0, a to pokazuje jak słabe spotkanie zagrała Legia przed oczami swoich kibiców. To, że mecz się skończył wynikiem 0-2 to zasługa Arkadiusza Malarza i koledzy powinni mu postawić nie jedno piwo za to, że wiadro pomyj wylane na nich jest nie tak duże jak mogło być. Tak to się kończy jak co poniektórzy rozdają medale przed końcem sezonu. Murowany faworyt Legia wyglądała jak B-klasowa miernota na tle Jagiellonii, która zagrała tak, że gdyby przeciwnikiem był Real, a nie Legia też bym nie skreślał szans popularnych pszczółek. Legia jak chce walczyć o tytuł to musi się szybko ogarnąć, bo w niedzielę do Warszawy przyjeżdża nie radzący sobie na wyjazdach Lech, który też pretenduje do tytułu. To wskazuje jaki poziom Ligii mamy u nas w kraju.

W kolejnym meczu 25 kolejki los spotkał ze sobą Wisłę Kraków i Koronę Kielce. Mecz odbywał się w mrozie przy padającym śniegu. Kielczanie przyjechali pod Wawel w dobrych humorach, gdyż w ostatni weekend pokonali u siebie Lecha. Korona wyszła na prowadzenie w 20 minucie. W pole karne dośrodkował Ken Kallaste. Piłkę zgarnął Marcin Cebula, zgrał do Jacka Kiełba, a ten nie dał szans Julianowi Cuescie. W 36 minucie meczu bohaterem Kielc został Zlatan Alomerović, który podobnie jak w ostatniej kolejce obronił rzut karny. Chwilę później Jesus Imaz przejął wybicie Diawa i posłał piłkę do siatki. Po przerwie obie drużyny atakowały. Choć gra głównie toczyła się na połowie Korony to Kielczanie się odgrywali. warunki atmosferyczne nie pomagały nikomu. W 65 minucie bliski szczęścia był Rafał Boguski, ale piłka przeleciała obok bramki po jego strzale zza pola karnego. Na 15 minut przed końcem, z boiska za drugą żółtą kartkę, wyrzucony został Elhadji Pape Diaw. Pomimo gry w „dziesiątkę Korona dowiozła remis do końca. W końcówce mógł Wisłę wyprowadzić na prowadzenie Carlitos, ale jego strzał trafił w poprzeczkę. Mecz był bardzo ciekawym widowiskiem.

Kolejny mecz był ważny dla układu góry jak i dołu tabeli. Do Zabrza na mecz z miejscowym Górnikiem zawitała Pogoń Szczecin. Górnik po porażce Legii z Jagiellonią liczył na odrobienie części straty do warszawian. Pogoń liczyła na opuszczenie strefy spadkowej. Obu klubom zależało na trzech punktach. O dziwo to Pogoń miała przewagę, ale nie potrafiła jej udokumentować. Mecz zakończył się bezbramkowym podziałem punktów. Pomimo dużego mrozu spisały się osoby odpowiedzialne za stan murawy i ta w Zabrzu wyglądała o niebo lepiej, niż na innych arenach Lotto Ekstraklasy. W pierwszej połowie postrachem obrony drużyny ze śląska był Hubert Matynia, lecz dobrze w bramce zabrzan spisywał się Tomasz Loska. Górnik z minuty na minutę stawał się coraz groźniejszy. Druga połowa zaczęła się znowu od przewagi portowców. W 51 minucie strzał Łukasza Zwolińskiego zablokował Paweł Bochniewicz i w ten sposób bramka nie padła. Chwilę później Łukasz Wolsztyński był za pazerny i strzelał, zamiast podawać do Igora Angulo i tym razem swą okazję zmarnował Górnik. W końcowej fazie meczu Pogoń zamknęła Górnika na swojej połowie. Zabrzanie ograniczali się tylko do kontr, które szybko były przerywane. Mimo przewagi Pogoni w Zabrzu padł remis 0:0. Górnik ma 7 punktów straty do Jagiellonii i 4 do Legii. Szanse na europejskie puchary odpływają coraz bardziej. Pogoń zaś powoli ciuła punkt do punktu i ma coraz większe szanse na utrzymanie w Ekstraklasie.

Do Gdyni na mecz z Arką zawitał Piast Gliwice. Arka Gdynia po raz trzeci z rzędu nie potrafiła wygrać. W wyjściowym składzie śledzi znowu pojawił się Ruben Jurado, a zabrakło Rafała Siemaszki i Luki Zarandi. Hiszpan ma nadal problemy z pokonaniem bramkarza przeciwników. W pierwszej połowie dwa razy zmarnował dogodne sytuacje. W drugiej połowie zastąpił go Enrique Esqueda. Dla meksykanina ten mecz był brutalnym zderzeniem z polską zimą. Mecz stał na bardzo słabym poziomie i Piast wywiózł kolejną zdobycz punktową z Trójmiasta. Na trybuny o mały włos nie wyleciał Leszek Ojrzyński. Trener Arki komentował głośno poczynania piłkarzy i sędziego. Nie można się dziwić jego frustracji, skoro Arka na wiosnę nie imponuje skutecznością strzelecką.

W ostatnim spotkaniu Lech pokonał Śląsk Wrocław 2:1. Wszystkie gole padły w ostatnich dziesięciu minutach meczu. Poznaniacy odrobili 3 z 5 punktów straty do Legii. Lech przed swoją publicznością nie przegrał w tym sezonie, Śląsk zaś nie wygrał na wyjeździe. I ten stan rzeczy po tym spotkaniu się utrzymał. Kolejorz od początku zaatakował. Dogodne sytuacje zmarnowali Kolić i Gajos. Ten pierwszy musiał zejść z urazem z boiska jeszcze przed przerwą. Po drugiej stronie boiska nikt nie zamknął wrzutki Marcina Robaka. Do przerwy było 0:0. Tuż po zmianie stron Lech powinien natomiast objąć prowadzenie. Po dośrodkowaniu Gumnego piłka trafiła do Raduta. Ten oddał strzał, lecz kapitalną interwencją popisał się Słowik. Chwilę później znów było gorąco. Tym razem po rzucie rożnym przewrotką uderzał Gytkjaer, lecz trafił wprost w Vujadinovicia.  Na dziesięć minut przed końcem spotkania Lech objął prowadzenie. Rzut wolny wykonywał Radut, a głową uderzał Chobłenko. W szeregach Kolejorza nastąpiło rozprężenie. Vacek zagrał do Marcina Robaka. Były zawodnik Lecha minął bramkarza Lecha i wyrównał. Następnie dwie okazje, w tym jedną sam na sam zmarnował Chobłenko. W 89 minucie trafił do bramki jednak Gytkjaer. Sędzia najpierw odgwizdał pozycję spaloną, jednak po wideoweryfikacji uznał gola. Ostatecznie w Poznaniu Lech – Śląsk 2:1 po meczu walki i emocji.

W tabeli prowadzi Jagiellonia 48 punktów, trzy oczka za nią jest Legia. Trzeci jest Lech z 43 punktami, a dwa punkty mniej ma czwarty Górnik Zabrze. Na dole ciasno 12 jest Lechia i ma 26 punktów, na 13 i 14 pozycji znajdują się kolejno Piast i Termalica po 25 punktów. Następna jest Pogoń z 24 punktami. Czerwoną latarnią Ligii jest Sandecja z 22 punktami.

W następnej kolejce ciekawie zapowiadają się derby Polski, czyli spotkanie Legii z Lechem. Warszawiacy bez formy, a Kolejorz z indolencją punktową na wyjazdach. Lider podejmie u siebie Wisłę Kraków, a Górnik pojedzie na śląskie derby do Gliwic. Następna kolejka zapowiada się ciekawie.

0 0 votes
Article Rating
Continue Reading
Click to comment
Subscribe
Powiadom o
guest

0 komentarzy
Inline Feedbacks
View all comments

Kołobrzeg

Modelarski Mistrz Polski znów w Kołobrzegu

Published

on

Modelarski Mistrz Polski znów w Kołobrzegu

Marcin Bielecki został Mistrzem Polski w standardach rakiet na wysokość lotu. Reprezentant pracowni modelarskiej RCK im. Z. Herberta w Kołobrzegu wywalczył ten ważny tytuł podczas Mistrzostwa Polski w modelarstwie Kosmicznym.
Zawody zrobiły się w dniach 24-27 września na lotnisku Lisie Kąty obok Grudziądza. To pewne z najważniejszych lokalnych wydarzeń modelarskich w bliskim świecie. Modelarze startowali tam w siedmiu dyscyplinach rakietowych zaś w walce wzięło udział kilkudziesięciu zawodników z wszelkiej Polski.

Modelarstwo kosmiczne to dziedzina modelarstwa lotniczego, która budzi się budową latających modeli rakiet, a innych pojazdów kosmicznych. Pojazdy takie są najczęściej napędzane silnikami rakietowymi na paliwo stałe.

0 0 votes
Article Rating
Continue Reading

Aktulności

Anna Hrycyk mistrzynią Polski

Published

on

Anna Hrycyk mistrzynią Polski

Kolejny ogromny sukces kołobrzeskiego sportu i marzenie jednej z zawodniczek spełniło się w ubiegły piątek, czyli 25 września podczas 52 Mistrzostw Polski U18. Tym razem złoto zdobyła biegaczka Anna Hrycyk, czyli zawodniczka KMKL Sztorm Kołobrzeg. Młoda mistrzyni wywalczyła sobie pierwsze miejsce w biegu na 3000 metrów.  Sukces jest tym bardziej wyjątkowy, ponieważ zawodniczka trenująca pod okiem trenera Kazimierza Żuromskiego jako jedyna uczestniczka ogólnokrajowych zawodów zdołała przełamać magiczną barierę 10 minut. Anna Hrycyk pokonała konkursowy dystans w czasie 9.59,93, co pozwoliło jej spokojnie zająć zaszczytne pierwsze miejsce. Warto również wspomnieć, że nasza młoda biegaczka nie dała najmniejszych szans wszystkim swoim rywalkom wyprzedzając je ze sporym zapasem czasowym. Zawodniczka, która zajęła drugie miejsca, czyli Patrycja Rębisz reprezentującą klub Victoria Racibórz pojawiła się na mecie dopiero 5 sekund później niż złota Anna Hrycyk. Serdecznie gratulujemy ogromnego sukcesu!

0 0 votes
Article Rating
Continue Reading

Aktulności

Sanepid poszukuje uczestników mszy

Published

on

Sanepid poszukuje uczestników mszy

Z dnia na dzień rośnie liczba osób zarażonych wirusem Covid-19 a każda kolejna doba niesie ze sobą kolejny niechlubny rekord liczby zarażonych. Niestety z naszych ustaleń wynika, że jedna z takich osób, u której potwierdzono dodatni wynik testu na koronawirusa w dniu 25.092020 (czyli w ubiegły piątek) brała udział w Mszy Świętej odprawianej z Bazylice Katedralnej pod wezwaniem. Wniebowzięcia NMP w Kołobrzegu. W związku z możliwością przeniesienia wirusa na innych uczestników mszy Państwowy Powiatowy Inspektorat Sanitarny prosi o jak najszybszy kontakt wszystkie osoby, które tego dnia brały udział we wspomnianej Mszy Świętej o godzinie 8:00. Zgłoszenia przyjmowane są jak zawsze przez Powiatową Stację Sanitarno-Epidemiologiczną za pomocą stworzonego specjalnie na potrzeby pandemii całodobowego telefonu alarmowego. Numer pod który należy dzwonić to 694 493 755. Jednocześnie Państwowy Powiatowy Inspektorat Sanitarny prosi zarówno o zachowanie spokoju jak i niebagatelizowanie całej sytuacji.

0 0 votes
Article Rating
Continue Reading

Popularne

Copyright © 2021 ale24.pl