felietony Historia z życia wzięta

Zbliża się wiosna. Podpowiadamy, jak poradzić sobie z zimowym przesileniem

Za oknami już nie zima, ale jeszcze nie wiosna. Przedwiośnie? Możliwe. Na pewno jednak przesilenie wiosenne. Niby jesteśmy dalej niż bliżej, niby dzieli nas tylko kawałek do wybuchu zieloności, ferii kolorów, słońca i wszechobecnych endorfin, ale póki co mamy ni to zimę, bo śniegu jest jak na lekarstwo, ni to wiosnę, bo jeszcze nie czas i temperatura zdecydowanie nie ta. Takie byle co, które trzeba przetrwać, żeby dotrwać do tego lepszego. Zmęczenie, nicniechciejstwo(czyli kompletnie nic się nie chce dla niewtajemniczonych), rozdrażnienie, osłabienie, senność, problemy z koncentracją. W sumie objawy podobne często do depresji, choć depresja na całe szczęście to nie jest.

Propozycji walki z przesileniem jest kilka. Najważniejsze to się nie przepracowywać, spać nie mniej niż 8 godzin, przejść na lekkostrawną dietę, pić dużo soków owocowych, jeść nowalijki, uzupełniać witaminy no i ruszać się. Może nie na olimpijskim poziomie, ale choćby i pospacerować. No i urlop, fachowcy radzą, żeby na urlop wybierać się właśnie wiosną najlepiej w marcu lub w kwietniu, kiedy to największy szok przeżywa nasz organizm dostosowując się do panujących warunków atmosferycznych. A że marzec już czeka w przedsionku, już wygląda zza winkla, więc może warto już dzisiaj zaplanować sobie urlop ratunkowy? 😉 W poradnikach fachowcy radzą, jak sami możemy sobie poradzić z objawami przesilenia zimowego/ wiosennego (jak kto woli, niepotrzebne skreślić), a więc w kolorowych czasopismach dla kobiet (choć nie tylko) wyczytać można, że aby jakoś przetrwać przesilenie wiosenne należy najlepiej wypić z 2 litry wody niegazowanej, zjeść kilka jabłek, kilka marchewek najlepiej surowych, popić sokiem owocowym, przegryźć czosnkiem, który świetnie sprawdza się w leczeniu wiosennych przeziębień, najlepiej obtoczonym miodem, bo ten duet jest niemal nierozłączny. Wszystko to powinniśmy przegryźć 60 procentową czekoladą gorzką, bo ona doskonale poprawia nastrój, a dzięki zawartości magnezu świetnie koi nasze zszarpane nerwy. Co tam jeszcze radzą specjaliści? Szklanka przegotowanej letniej wody z miodem i z cytryną, to w sumie nie wiem, czy bardziej na pobudzenie, czy jednak przeziębienie, ale napisali, że warto, to chyba warto. Tyle porady. Dzban złota komuś, kto zastosuje wszystkie te zalecenia i żeby nie było za łatwo – jednocześnie i…przeżyje 😉

Jak już mamy dość pracy warto pobiec gdzieś w teren. Dla zdrowia i dobrego samopoczucia wszystko, nawet bieg na pocztę, żeby wysłać służbową korespondencję, która przecież nie może czekać i nieważne, że nie należy to do naszych kompetencji służbowych…Cokolwiek, tylko nie siedzenie w biurze, bez dostępu do tlenu i naturalnego światła. A może warto wyjść na spotkanie biznesowe z kontrahentem? Koniecznie na pieszo, do ulubionej kawiarni tuż za rogiem. Można przy okazji pooglądać witryny sklepowe, bo może jednak coś się przyda. Wskazany jest spacer. Nie ma nic bardziej ożywczego dla biznesu, jak kilka dłuższych chwil zadumy na ławce w takim już niezimowym, ale jeszcze nie do końca wiosennym powietrzu. Przewietrzyć głowę zawsze jest dobrze. Wtedy człowiek nabiera dystansu, lepiej myśli, a jak tak myśli, to z czasem na pewno „coś” wymyśli. Może swoją lepszą przyszłość?

Ile trwa takie przesilenie wiosenne? A to różnie. W przyrodzie do nawet miesiąca. U ludzi? Mam wrażenie, że owszem są tacy, którzy cierpią na przypadłość taką na przełomie marca i kwietnia, ale są i tacy, którzy cierpią na nią cały rok prawie i wtedy to się nie nazywa przesilenie wiosenne tylko nicniechcenie całoroczne 😉 Bywa i tak.

Jeśli faktycznie czujemy się zmęczeni, senni, to może zwyczajnie się wyśpijmy, pójdźmy na dłuuugi spacer i zaserwujmy sobie pyszną sałatkę z owoców. Nie dajmy się zwariować i zwyczajnie wsłuchajmy się we własny organizm, który przecież może alergicznie zareagować na czosnek albo na bieganie, bo walczymy właśnie z bolesną kontuzją kolana. Złoty środek będzie najlepszy i pamiętajmy, że zawsze najpierw musi być gorzej, żeby potem mogło być lepiej. Jakże to pocieszające spojrzenie na świat, prawda?

Szykujmy więc wsparcie dla naszego organizmu na przeżycie przesilenia wiosennego, by potem ze zdwojoną siłą cieszyć się z wiosny i jej uroków: słońca, wszechobecnej zieloności i powietrza, które zapiera dech. Warto się chwilkę małą pomęczyć, by potem cieszyć się bez ograniczeń…Niewielkie, sami Państwo przyznają, to poświęcenie warte zdecydowanie zachodu. Na szczęście nic, nawet przesilenie wiosenne, nie trwa wiecznie, więc OBY DO WIOSNY :)!

PS Dla wszystkich osób stęsknionych za bujną zielonością wiosny zdjęcie poniżej. Już niedługo…

JH

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *