felietony Historia z życia wzięta

Wpływ warunków atmosferycznych na kolor samochodu służbowego

 

Okazuje się, że pogoda może mieć wpływ na kolor samochodu. W dodatku nie jakiegoś zwykłego samochodu, ale służbowego samochodu. Tak, służbowego samochodu. To straszne. Ford Fiesta jeszcze w sierpniu błyszczący w słońcu wydawało się, że jest koloru granatowego, a dzisiaj w lutym… szary. Zdecydowanie szary. Nikt z ekipy dojeżdżającej do pracy zakładowym „koniem mechanicznym” nie jest w stanie powiedzieć, co się tak naprawdę stało. – Nie wiem. Wszystko było normalnie. Jeździliśmy nim codziennie, oczywiście w dni robocze tylko i nie działo się nic szczególnego – mówi jeden z pasażerów „służbówki” na czterech kołach. Główny kierowca za to, w ogóle nic nie mówi na ten temat…

Po audycie wewnętrznym okazało się też, że oprócz zmiany koloru karoserii samochód jest jakby cięższy. Po wielu dywagacjach, przesłuchaniach i ustaleniach znaleziono przyczynę: samochód był o kilkadziesiąt kilogramów cięższy niż zazwyczaj ze względu na…piasek. Kierowca najwidoczniej stwierdził, że dorobi poza godzinami pracy rozwożeniem piachu. Może wie coś na temat przyszłych prac drogowych na trasie z Kołobrzegu do Koszalina? Tego nie wiemy. Wiemy natomiast, że w okresie zimowym, kiedy śnieg pada, topnieje, kiedy na drogach pojawia się sól niebezpieczne jest jeżdżenie samochodem z brudnymi lusterkami, czy reflektorami. Od „niebieskich ludzików” taki kierowca mechanicznego brudasa może dostać mandat. Zabrudzone światła to ryzyko zderzenia z innym pojazdem lub potrącenia pieszego. W taryfikatorskim menu takie praktyki mogą kosztować kierowcę nawet 500 zł. Jeśli więc nie dla własnego bezpieczeństwa, warto zainwestować w czystość samochodu, zarówno prywatnego, jak i służbowego choćby ze względu na oszczędność związaną z potencjalnym mandatem. Okazuje się też, że Kodeks Pracy również posiada przepis, który odnosi się do dbania o mienie pracodawcy. Tak stanowi artykuł 100 § 4, który jasno określa, że pracownik ma obowiązek chronić i dbać o mienie zakładu pracy. To najzwyczajniej w świecie oznacza, że pracownik ma obowiązek dbać o czystość w swoim otoczeniu służbowym, czyli na biurku, jak
i musi dbać o porządek, czystość, a także prawidłową eksploatację powierzonego mu samochodu służbowego. I nie chodzi tu tylko i wyłącznie o czyste reflektory, czy szyby, ale także o przepisową, bezpieczną, spokojną jazdę, bez nagłych hamowań, czy przyspieszeń, tak aby nie wzrosło niepotrzebnie przez takie zachowania zużycie paliwa. Poza tym im bezpieczniej jeździ pracownik, tym mniejsze staje się widmo wypadku, kolizji, czyli uszkodzenia mienia pracodawcy. A przypomnijmy, że za uszkodzenie samochodu służbowego, jeśli tak ustalił pracodawca, najczęściej jednak odpowiada osoba, która nim kieruje. To często oznacza odpowiedzialność finansową lub karę ze strony pracodawcy. Nawet jeśli pracownik nie podpisze dokumentu mówiącego o odpowiedzialności finansowej za użytkowanie sprzętu służbowego, a całą odpowiedzialność finansową za uszkodzenie samochodu służbowego na swoje jakże wymęczone finansowo barki weźmie pracodawca, to i tak może ukarać pracownika za jego zdaniem niedbanie o mienie zakładu pracy. Tak czy siak więc lepiej dbać o czystość i o zrównoważoną eksploatację samochodu firmowego, niż nie dbać.

Dzisiaj do firmy, o której wspomniałam na początku wpadł z wypiekami na twarzy jeden z przełożonych i oświadczył, że przyniósł flamastry i kredki. Gdy pracownicy z niedowierzaniem i konsternacją wpatrywali się, próbując w głowie wymyślić ich ewentualne przeznaczenie. Niepotrzebnie, zupełnie niepotrzebnie, bo już po chwili usłyszeli, po co kredki i flamastry. – Dzisiaj napiszę nimi na karoserii służbowego samochodu, którym jeździcie „Umyj mnie, proszę”- może to pomoże – zaśmiał się wielce przełożony. – Samochód jest w myjni – stwierdził jeden z pracowników. Trzeba było widzieć ten grymas rozczarowania na twarzy jaśnie przełożonego. Zupełnie, jak mina dziecka, któremu właśnie jakiś niedobry człowiek zabrał wszystkie zabawki i to na dosłownie chwilę przed zaplanowaną wielką zabawą. A to ci pech! Zabawy nie będzie, buuu 🙁

Wystarczyło pół godziny na myjni, by służbowy Fordzik odzyskał dawny blask. Nawet litery składające się w nazwę firmy wyłoniły się zza szarej, brudnej mazi na masce. Niesamowite. Aż się łezka, co bardziej zaangażowanym pracownikom z pewnością w oku zakręci. A propos nazwy firmy na samochodzie służbowym, zapomniałam dodać, że samochód służbowy to niezmiernie ważny element wizerunku firmy, o który każdy z pracowników należycie dbać powinien. Co dopiero w sytuacji, gdy samochód jest obrendowany, oklejony logiem i nazwą firmy. To już jeżdżąca na czterech kółkach reklama. Reklama musi być widoczna, by była skuteczna. Skuteczną jednak nie jest skoro warstwy starego brudu zasłaniają nazwę firmy.

W tym konkretnym przypadku jednak mówimy już nie o reklamie, a o antyreklamie, a to zupełnie coś innego i zgoła do cna negatywnego. I dla firmy lepiej, żeby logo i nazwa firmy nie była w ogóle widoczna niż niewidoczna w części tylko. Gdyby cały napis był zasłonięty warstewkami brudu to przynajmniej osoby widzące samochód miałyby problem z identyfikacją nazwy, a tak…skojarzą, dopowiedzą sobie, a nie daj Boże zgadną 😉 Z dwojga złego więc lepiej, żeby wcale nie widzieli nazwy firmy…

By samochód firmowy zawsze był chociaż w przyzwoitym stanie, o idealnym nawet nie wspominając warto, by pracodawca wprowadził jasne i przejrzyste zasady korzystania z samochodu, formę rozliczania faktur za paliwo, a także system kar i nagród związanych z dbaniem o jeżdżące mienie danego zakładu pracy. Taki dokument zwie się car policy, choć wystarczy też zwykły regulamin, w którym pracodawca określi jasno i zrozumiale, a także kompleksowo wszystkie warunki. W tym także ewentualne kary i nagrody…Tak nagrody także. Takie rozwiązanie sprawi, że automatycznie pracownicy będą dbać o samochód, który na tym bezpośrednio zyska. Zyska też wizerunek firmy i sam pracodawca, który nie będzie musiał się martwić o swoje mienie.

Doskonałym rozwiązaniem byłoby ze strony pracodawcy, by uniknąć antyreklamy samochodowej, aby kupił karnet na myjnię. Raz w miesiącu wystarczy. Może być nawet raz na trzy miesiące. Natomiast, gdy pracodawca chce mieć pewność, że jego auto jest poprawnie eksploatowane, a kultura jazdy i jazda zgodna z przepisami jest na pewno przestrzegana przez jego kierowców zawsze może sobie sprawić system monitorowania pojazdów. Wówczas pracodawca ma czarno na białym, jak kierowcy z firmy sprawują się na drodze, zanim dotrą do pracy. Czy aby nie narażają kolegów z pracy (i koleżanek), a także sprzętu na niebezpieczeństwo swoją szaleńczą jazdą? A jak firma nie chce aż tak inwestować w samochody służbowe, zawsze może wielce przełożony walczyć o czystość służbowego samochodu, jak nie przymierzając mieczem jakimś, kredkami i flamastrami, a nuż się uda. A jak to nie pomoże potem zawsze może przecież wyciągnąć prawdziwy nóż… 😉 Żarcik taki. Rzecz oczywiście oczywista 😉

jh

1
Dodaj komentarz

avatar
1 Comment threads
0 Thread replies
0 Followers
 
Most reacted comment
Hottest comment thread
1 Comment authors
damiano Recent comment authors
  Subscribe  
najnowszy najstarszy oceniany
Powiadom o
damiano
Gość
damiano

bardzo ciekawy arttykuł i super napisany